Kolejnego dnia po prostu wstałam i udałam się do
studia.Dzisiaj dzień przesłuchań ze śpiewu.Ćwiczyłam w Sali swoją piosenkę,lecz
ktoś mi przerwał.
-Brawo!Brawo!Jak pięknie!Wiesz gwiazdeczko że mamy jeszcze
jedną rundę?
-Tak w sumie to jest takie dziwne żeby były tylko 2…Może 3
ze śpiewu?
-Ależ wspaniale!Co ty na to że nawet wybierzemy sobie
nawzajem piosenki?
-Wspaniale.Zgadzam się.-Uśmiechnęłam się krzywo.
Następnie chłopak na chwile opuścił salę.Po chwili przyszedł
z całą gromadą ludzi wręczając mi gitarę elektryczną.
-Dzisiaj chociaż nie uciekaj.Mamy przed sobą 2 rundy.
-Przepraszam?
Zaczęliśmy grać,znowu ta sama sytuacja.Federico wygrał.
-Och,miło mi.Dzięki,dzięki wygrałem.
-Jeszcze jedna runda…
-Ona tego nie zmieni.
-Boisz się?
-Nie.
-No to zaśpiewaj…hmmm-Zaczęłam myśleć.-Całe życie grasz-
Szymon Wydra.
Chłopak wybałuszył oczy.Pewnie spodziewał się że dam mu
jakąś chińską piosenkę.
-A
ty…Diamonds -Rihanna.
Łatwizna!Co on dzisiaj taki miły?
Po chwili zaczął śpiewać.
-Całe życie
grasz,co ty z tego masz?
Gdy skończył wszyscy bili głośne brawa.Następnie ja
zaczęłam.Moim zdaniem piosenka poszła mi nieźle.Znałam słowa.Mimo tego i tak i
tak przegrałam.Po co to robiłam?I tak i tak cokolwiek zrobię to jestem
najgorsza.Niech poznają moje oblicze i mnie zostawią jak śmiecia.Nie zależy mi.
-Całe życie przegrywasz.Czemu się jeszcze nie
zabiłaś?-Krzyknął na mnie
-Czekam aż ktoś
mnie wyręczy.
***********************************
Zgadnijcie co się stało?Dostałam się,nie o to mi
chodziło.Szkoda.No to będę kontynuować szmacenie się.
Pierwsze zajęcia.Lekcja śpiewu z Angie.Tradycyjne
przywitanie się i pierwsze ćwiczenia.Pod koniec lekcji jednak Angie zleciła nam
zadanie.
-Mam tu woreczek i karteczki,jeszcze nie
zapisane.Naty,proszę cię,wypisz wszystkie imiona dziewcząt i chłopaków z tej
grupy.
-Dobrze.-Odebrała woreczek brunetka i zajęła się
wypisywaniem.
Po skończeniu oddała go nauczycielce.
-A więc teraz los zadecyduje z kim zaśpiewacie dowolny typ
piosenki i o dowolnym temacie za tydzień na ocenę.
Nauczyciela zaczęła przydzielać nas w pary.Fran z Camilą
,Andres z Broadwayem,Violetta z Leonem,Diego z Marco,Maxi z Diego,Fran z Diego
i ja…i ja z …
-...Federico!To tyle!Możecie już się zabierać na przerwę!
Koszmar.Spojrzałam na niego.Mina ni jaka.Zwykła.Może nie
słyszał.A może i lepiej?
Lecz chyba jednak słyszał…Podszedł zwyczajnie do mnie i się
zapytał krótko.
-Co i gdzie śpiewamy?
On mówi serio?
-Co chcesz.
-Choć do Resto Baru,coś wykombinujemy.
-Dobra.
I tak sobie poszliśmy.Lecz ja po drugiej stornie ulicy.
-Mówiłam już że
jest przystojny?
Niespodziewane,możesz nienawidzić a jednocześnie lubić czy
kochać.Mam 17 lat i dopiero teraz to odkryłam…Ajaj.
Gdy doszliśmy usiedliśmy tym razem przy jednym stoliku.Po
chwili podeszła do nas ruda kelnerka.
-Coś podać?
-Yyy nic.-Odskoczył niemal chłopak gdy zobaczył jej kolor
włosów.
-Sok.Sok pomarańczowy.-Powiedziałam zanim odeszła,
-Dobrze.
Chłopak po chwili zamyślenia,zapytał:
-Masz już coś?
-Mam dużo piosenek,ale nie wiem jaką wolisz tematykę.
-A…masz je zapisane?
-Pewnie.-Podałam wyjęty z torby zeszyt.
Chłopak zajął się za szukanie propozycji.Po paru minutach
za proponował:
-Ti credo?
-Hsah.Pogięło-Zaśmiałam się pod nosem.
-Czemu?Jest ładna?
-Ale nie pasuje do naszego duetu,zajrzyj na strony 80-89 tam
jest sama nienawiść!-Powiedziałam niemal aktorsko.
Brunet dziwnie na mnie spojrzał a potem zniknął za okładką
zeszytu.
-Nie,nie pasuje mi.Oj nie przesadzaj,chcę tylko to zdać.
-Dobra.Choć do studia.Musimy to przećwiczyć.
-Nie chce mi się,wpadaj do mnie.
I co jeszcze?Na co ja się jeszcze zgodzę?
Nie mogę uwierzyć.On mieszka w domu Violetty
Castillo.Nienawidzę tej małpy,Szybko przemknęliśmy do pokoju.I zaczęliśmy
ćwiczyć.Ja tylko siedziałam na fotelu wpatrzona w dywan i śpiewałam.Ciekawa
próba.
-Nieprawdaż?
-Ej,śpiewasz czy gapisz się w dywan.
-Gdybyśmy wybrali piosenkę ze strony 80-89 skakałabym
zapewne z nożem,więc?Co wolisz?
-Hm…-Zastanowił się chwilę…-Może,chcesz odpocząć?
-Wiesz,relaks w moim słowniku na pewno nie łączy się z twoim
imieniem.
-W moim słowniku…
Federicowi już wyraźnie pękały ostatnie sznurki spokoju,
-Wiesz…w sumie.No ok.,jak mam zaśpiewać tą piosenkę?
-Normalnie.Wstań.I śpiewaj,i trochę bardziej z uczuciem.
-Ja śpiewam z uczuciem,nawet nie wiesz jak bardzo pokochałam
twój dywan.
Po chwili ciszy jednak wstałam.Trochę szkoda zachowywać się
jak głupia szmata.
Zaczęliśmy śpiewać od nowa.
-Tym razem o wiele lepiej.
-Super.Zbieram się.Nara-Zadowolona szybko udałam się w stronę
drzwi,
-Nie !Czekaj,zgoda?-Wystawił rękę pokoju.
-Zgoda.-Uścisnęliśmy sobie dłonie.
-Może nie jest taki
zły?
********************************
-Dobrze że ty
taka…-Dziękuję ,rodzice.
Dzisiaj dzień w którym razem z Federico mam zaśpiewać na
ocenę.
Zaśpiewaliśmy.
Dostaliśmy ocenę,a potem wszystko wróciło do normy.
Dopiero za 3 lata,pod sam koniec roku wydarzyło się coś
niezwykłego.
Może nawet wam to opiszę:
Był miesiąc do końca roku szkolnego,już naszego
ostatniego.Antonio zwołał nas na zebranie.
-Słuchajcie,słuchajcie!-Zaczął niczym ksiądz w kościele.-Jak
co roku wystawiamy pod koniec czerwca przedstawienie!Tym razem będzie to
wyjątkowe przedstawienie!
-Znaczy?-Zapytała się Castillo.
-Za chwilę się dowiecie…-Zaczął opowiadać.
Nie słuchałam,i tak i tak to mnie nigdy nie dotyczy i ktoś
mnie zastępuje.Po spotkaniu udałam się do szafki.Nagle poczułam czyjąś dłoń na
swoim ramieniu.
-Aa!-Krzyknęłam wystraszona.
-Spokojnie,jak tam,cieszysz się ze swojej roli?
-Lata mi koło…no.Nawet nie słuchałam.
-No to będę musiał się całować z kim innym.
-Przepraszam,co?-Zamurowało mnie.
-No to słuchaj-Zaczął mi opowiadać-najpierw mamy śpiewać
razem piosenkę”….”a pod koniec mamy się pocałować.
-Co?A,w sumie to dobrze że znowu nie występuje.
-Serio nie chcesz chociaż zobaczyć jak to jest?
-Nie.To ty.To ty wyraźnie mi pokazałeś gdzie moje
miejsce.-Wymsknęło mi się z kropelkami łez.
-Ja?Co ja ci zrobiłem?-Zaczął się udawać za mną w stronę
drzwi,a następnie mojego domu.
-Całe życie.Od kiedy cię poznałam nie dawałeś mi spokoju.
-Ale to twoje przeznaczenie.
-Ccc…co ty sobie ubzdurałeś?Jakie przeznaczenie?
-No tak,wiesz ludzie nie bez powodu cię nie lubili.
-Dalej nie lubią.Czemu ja tak wgl z tobą rozmawiam?
-Ja ci tylko próbuje wytłumaczyć że mimo tego wszystkiego
przywiązałem się po tych latach do ciebie.-Niemal krzyknął łapiąc mnie za rękę,
-Puść!Nigdy nie byłeś na moim miejscu!Jestem nikim!Powinnam
umrzeć!Sam tak mówiłeś!
-Bo byłaś inna!
-To coś złego?Puść,boli!-Zaczęłam coraz bardziej krzyczeć i
się wyrywać.
-Jeden dzień,za te
wszystkie.
-Ludmiła!
-Pewnie mnie teraz chcesz skrzywdzić zaprowadzając do lasu
czy coś ,lub skopać jak zwykłą szmatę!Nie uda ci się!-Zaczęłam się szarpać
niczym chory człowiek.
Nic to nie dało.Złapał mnie za talię i przyciągnął do
siebie.
-Spokojnie…
-Czy odnalazłam…?
-Zostaw!Zostaw!-Rozpłakałam się niczym małe dziecko.
Te wszystkie lata,a teraz to.Nie mogłam wytrzymać.Po prostu.
-Spokojnie..-Ciągle to powtarzał.
To tylko trochę pomogło…znaczy…dużo.Tym bardziej gdy zaczął
mi całować czoło niczym matka.Zaprowadził mnie do dużego parku,i usiedliśmy na
trawie.
-A łzy dalej
leciały…
-Ludmiła…Już lepiej.
-Dużo..lepiej.
-Proszę,wystąp na koniec roku.
-Nie chcę oglądać twojej i ich twarzy.
-Ja też bym to powiedział.Ale uświadomiłem sobie że do
każdego się przywiązałem,mówiłem już to.
-Ja za to nie.W dodatku nie chcę cię całować.
-Hsah.Przyznaj się.Nigdy się nie całowałaś!
-Może…-Zawstydziłam się,jako jedyna jeszcze się nie
całowałam i nie wylądowałam z jakimś facetem w łóżku jak moje rówieśniczki.-I
tak i tak zostanę zakonnicą.
-Czemu?
-Przeznaczenie,jak
to rzekłeś.
Nastąpiła chwila ciszy.Ale on ją przerwał.
-Gdzie idziesz po studiu?
-Wyraźnie nie powiedziałam?Do zakonu.
-Żadnych studi?
-Po co?-Wybuchłam cichym śmiechem.
-Nie umiem do ciebie przemówić…
-Wiesz,na liście pożegnalnym na pewno napisze twoje imię.
-Wyjeżdżasz?
-Nie,ale kiedyś wyjadę,do nieba lub piekła.Jak już
oczywiście całkiem się wyszmacę.
Znowu ta cisza…
-Zbieram się…dzięki za wprowadzenie w katastroficzny stan i
pożyczenie ramienia.
Chłopak spojrzał na mokre od tuszu i łez ramię koszuli.
-Spoko.
Wróciłam do domu.I po prostu.Żyłam..jeszcze.
******************************************
Kolejny dzień.Dzisiaj Antonio rozdaje scenariusze.O dziwo wzięłam go i
przeczytałam.Jejku,sama już nie wiem czy wystąpić.Znaczy…wystąpić mogę ale
pocałunek ….Antonio powiedział że może być udawany.Ale jak ja go na serio
pocałuje?Złamię swoją
zasadę aby nigdy nie dotknąć męskich ust…Po szkole poszłam
do Resto.Nagle dosiadł się do mnie brunet.
-To się całujemy czy dalej masz te same zdanie.
-To będzie udawany pocałunek.Nie złamię swej zasady.
-Jak chcesz.Wyjeżdżasz gdzieś na wakacje?
-Zostaje w domu,dotrzymam towarzystwa poduszce.
-Hm…Ty chyba lubisz tak naprawdę te meble!-Powiedział niczym odkrył Amerykę.
-Tsha.-Burknęłam.
-No nie gadaj że nie pamiętasz swojej miłości do mojego
dywanu!
-Ja nigdy nie byłam zakochana,i nie będę.
-Oł.
Jęknął.Nie wiem o co mu chodziło.
-Wiesz…ja wyjeżdżam do Włoch.
-To wyjeżdżaj,co mnie to?
-Jaka miła…Jesteśmy dorośli,przestań udawać.
-Hm.Przepraszam,co?
-Nie jesteś taka.Przyznaj że nie jestem tobie obojętny bo byś
ze mną nie gadała.
-Hsah!Jasne!
-No to …kim ci jestem.
-Wrogiem,małpą,debilem i wszystkim złym innym.
-Hm.
-Dobra,cześć.
************************************************
-Nie.
Dzisiaj dzień przedstawienia,wszyscy są już ubrani.nawet
zaczęli już przedstawić.Niedługo my…Usiadłam na ławce i wypiłam 6 tabletek
uspakajających.
-Nie za dużo?-Zwrócił mi uwagę Federico.
-Nie,patrz wezmę kolejne tyle.-Już zaczęłam wyjmować,ale
prze szkodził mi chłopak.
-Nie!Proszę!Nie chce śpiewać z trupem!
-A ja z tobą.Widzisz dogadamy się.-Wzięłam zamach aby wziąć
tabletki.
-Nie!-Znowu mi prze szkodził
-Odłóż…Spokojnie…Oddychaj.-Usiadł obok mnie i przytulił moje
ciało.
-Nie mogę…Zostaw mnie…
-Spokojnie…
-Nie rób z siebie matki.Ja jej nie potrzebuję.
-Ludmiła i Federico!Zaraz wchodzicie!-Krzyknął jakiś facet,
Natychmiast wstałam i się ogarnęłam.
-Bo…
Weszliśmy na scenę,Zaczęliśmy śpiewać.Nagle ten moment…Trzy
…dwa…Jeden…I…Po mojej obietnicy.
-Kolejna złamana…
On mnie po prostu pocałował.A ja się mu dałam.Nigdy sobie
tego nie wybaczę.Po naszej scenie wybiegłam aby szybko się przebrać i
zapomnieć.Natychmiast wybiegłam z budynku teatru.
-Ludmiła!-Usłyszałam.
-Czego?Złamałeś moją zasadę.
-To ty ją złamałaś…w Sumie nie ważne.
-I?
-Daj mi szansę…
-Znaczy…jaką…-Ustałam.-Czego ty oczekujesz…?
-Że może…spróbujemy trochę…
-Być razem?
-Dokładnie,co ty na to?
-Nie żartuj sobie.Skończył się rok szkolny,jestem
dorosła.Zostaw mnie.
-Jesteśmy dorośli…
-Właśnie…mamy już po 19 lat.Czas zacząć układać sobie życie.
-Wiesz…Tak naprawdę…Zawsze za tobą szalałam.Podobał mi się
pocałunek.Ale ja nigdy nie zapomnę tego co było…Nigdy.
-Podobam ci się!Ludmiła,złam swe zasady.-Złapał mnie za
ramię.
Nie wytrzymałam…Pocałowałam go.I to tak …namiętnie.Potem
powiedziałam.
-Moje przeznaczenie jest inne.-I odeszłam.
Teraz pytanie…Co ja zamierzam zrobić…?
Oto moje życie za czasów szkolnych.Potem wstąpiłam do
zakonu,tylko na 3 miesiące.Zrozumiałam że to nie dla mnie.Nie jestem aż tak
wierna.Pozostało mi wtedy tylko do końca życia zostać w pokoju i płakać w
poduszkę.Czasami wychodziła,t do sklepu,to gdzieś tam.
W grudniu,jeszcze tego samego roku znowu go spotkałam,tym
razem jako studenta.Nie uwierzycie w sklepie…Co się stało wtedy i
dalej?Posłuchajcie.
-List jest
odemnie…Treść nie do końca
Poszłam do sklepu.Po prostu.Nie spodziewałam się że
kiedykolwiek jeszcze go spotkam.
-Ludmiła.
Odwróciłam się.
-Ja,o co chodzi proszę pana?-Udawałam że go nie pamiętam.
-Nie wierze…Nie jesteś teraz w kościele!Wiedziałem że to nie
dla ciebie.
Wiesz…ja też wiedziałam.
-O co panu chodzi?dowidzenia-Odeszłam.
Lecz poczułam rękę na mym ramieniu.
-Ludmiła..-Przytulił mnie…-Brakowało mi cię…
-Mi cię też…-Pękłam.-Jak tam studia?
-Olałem…
-Dlaczego?
-Nie wiem…czułem się tam źle…
-Wiesz…
-Wiem…-Spojrzał w moje oczy,
Szybko odwróciłam wzrok.
-Czułeś to samo…
-Myślę że to jednak dla ciebie dowód że każdy może tak mieć.
-Nie,ja wiem,ja wiem o tym.Ale nie dam rady zapomnieć o tym
wszystkim.
-Ale…Może wpadniesz do mnie na wigilię?
-Dzięki,może skorzystam.
Udałam się w stronę napoi.
-Ludmiła…
-Tak,ja?
-Nie chcę aby tak było.
-To takie proste.Kocham cię,ale dalej pamiętam.
-Kochasz mnie?
-Kocham.Mogłabym cię całować ciągle.Chciałabym abyś przy
mnie był 24 H na dobę.Ale ciągle sobie przypominam,
-Daj mi szansę.
-Wiesz dokładnie że nie zmienię zdania.
-Cz..czy jest jakiś sposób.
-Miłość…Po prostu.
Wzięłam zakupy i udałam się do kasy.
-To wszystko?-Zapytała się kasjerka.
-Tak.
Wydała mi resztę i zaczęłam pakować zakupy.
-Co dla pana.
-Po proszę,ten szampan.
-Dobrze,proszę.
Potem Federico wyszedł za mną ze sklepu.
-Po co ci szampan?
-To moja sprawa.
-Powiedz…
-Nie…
-Dobra.
Zaczęłam się udawać w stronę samochodu.
-Skoro już za tobą łażę,to może mnie podwieziesz?
-Dobra,gdzie?To po drodze.
-Wprost całkowicie.
-Ok.
Wsiedliśmy do samochodu,100 metrów przed domem moich
rodziców zapytałam:
-A ty?Nie powinieneś już wysiąść?
-Wiesz,przegapiłem coś,Może wpadnę do Ciebie.
-Dobra…
Dojechaliśmy.Wzięłam lekkie zakupy i udałam się z Federico
do jak zwykle pustego domu.
-No to..Kawę,herbatę?
-Nie trzeba ,mam szampana.-Powiedział niczym dzielny Zuch.
-Wow.-Zatkało mnie.
-Napijesz się?
-Nie,dzięki.
-Nie gadaj że tego też jeszcze nie robiłaś.
-I nie zamierzam.
-Spróbuj.
-Teraz?Hsah.Najpierw to otwórz.Postawiłam na blat kuchenny
kieliszki.
-Hm,jednak się skusiłaś,ale poczekasz.Szampana nigdy się nie
otwiera byle kiedy.
Poczekaliśmy tak do północy,opowiadając co u nas i wgl.Potem
Federico otworzył szampana.Poleciała z niego niezła piana!
-Za nas!
-Jasne.-Burknęłam i wzięłam kieliszek do dłoni.
Zanim się skapnęliśmy,wypiliśmy już całego.Moja genialna
pijana osoba towarzysząca,już dość pijana-wpadła na pomysł aby się wykąpać w
szampanie moich rodziców…Oni chyba mnie zabiją.Federico wziął kilka szampanów i
wlał je do wanny dolewając trochę wody.Wskoczyliśmy jak do basenu,ja w staniku
i majtkach,a on w bokserkach.Popluskaliśmy się trochę popijając jeszcze
trunek.Potem posypały się pocałunki i wylądowaliśmy w łóżku.No to pięknie.
Obudziłam się w jego ramionach.Przecież ja go nienawidzę…ale
i kocham.Leżałam i przytulałam się do niego,jeszcze śpiącego.Gdy się obudził
szybko się oderwałam.
-Spokojnie…-Powiedział zaspanym głosem-Wszystko pamiętam.-Złapał
mnie za talię.
-Nie mogę…Nie mogę tego pojąć…
-Przebaczyłaś mi?
Nie odpowiedziałam na to.Nie
chciałam go urazić.Wstałam zakrywając się blisko leżącym szlafrokiem.Weszłam do
łazienki i chciałam się umyć ale…No tak szampan się kisi w wannie.No to
pięknie!
-Co się dzieje?-Wszedł zaspany
do łazienki.-oo szampan,ile tu leży butelek…-zaczął liczyć.
Byłam szybsza.
-Piętnaście.Federico.Piętnaście
zmarnowanych butelek na kąpiel.Na…na kąpiel.
-Aj tam,po prostu to spóść…
JEJU,że też ja na to wcześniej
nie wpadłam…Idiota.Może jeszcze myślał że wleje to do butelek i podrzucę
rodzicom?
Po skończeniu wylewania cieczy z
wanny,wpuściłam tam wodę i zanurzyłam się.Dużo myślałam.Na przykład o tym czy my
teraz jesteśmy razem?Czy ja mu mogę wybaczyć te całe lata płaczu i
nie szczęścia.Zawsze byłam poniżana,ale teraz jestem już dorosła.Może nie
powinnam myśleć o przeszłości?Mimo tego,czuję że szykuje się coś złego.Po
prostu złego.Po całej tej kąpieli po prostu się ubrałam i umalowałam.Federico
już nie było w sypialni,pewnie poszedł sprzątać po wczoraj,bo sypialnia była
już czysta.Zeszłam na dół do salonu,Federico tam sprzątał całe
jedzenie,rozwalone płyty DVD i inne.
-Zostaw,ja sprzątnę.
-Dzięki,idę się umyć.
Przeszedł obok mnie aby udać się
na schody.Dalej unosił się od niego zapach szampana.Powąchałam z ciekawości
swoją rękę ; ona pachniała lawendą.
Zabrałam się za sprzątanie.Się
zdaje że dwojga ludzi,a wygląda to jakbym zaprosiła całe miasto.
-Czasami po prostu żyję…
Po salonie przeszłam jeszcze do
holu i kuchni.Mam też 5 godzin aby uzupełnić baryk rodziców w alkohol i
szampan.Będzie trochę trudno,bo nie ukrywam mam kaca.
****************************************
Ta da.Przepraszam za błędy,nie ogarniam przecinków.Tak wgl to niedługo pojawią się nowe postacie.