piątek, 4 lipca 2014

List Pożegnalny #2



Kolejnego dnia po prostu wstałam i udałam się do studia.Dzisiaj dzień przesłuchań ze śpiewu.Ćwiczyłam w Sali swoją piosenkę,lecz ktoś mi przerwał.

-Brawo!Brawo!Jak pięknie!Wiesz gwiazdeczko że mamy jeszcze jedną rundę?

-Tak w sumie to jest takie dziwne żeby były tylko 2…Może 3 ze śpiewu?

-Ależ wspaniale!Co ty na to że nawet wybierzemy sobie nawzajem piosenki?

-Wspaniale.Zgadzam się.-Uśmiechnęłam się krzywo.

Następnie chłopak na chwile opuścił salę.Po chwili przyszedł z całą gromadą ludzi wręczając mi gitarę elektryczną.

-Dzisiaj chociaż nie uciekaj.Mamy przed sobą 2 rundy.



-Przepraszam?



Zaczęliśmy grać,znowu ta sama sytuacja.Federico wygrał.

-Och,miło mi.Dzięki,dzięki wygrałem.

-Jeszcze jedna runda…

-Ona tego nie zmieni.

-Boisz się?

-Nie.

-No to zaśpiewaj…hmmm-Zaczęłam myśleć.-Całe życie grasz- Szymon Wydra.

Chłopak wybałuszył oczy.Pewnie spodziewał się że dam mu jakąś chińską piosenkę.

-A ty…Diamonds -Rihanna.

Łatwizna!Co on dzisiaj taki miły?

Po chwili zaczął śpiewać.



-Całe życie grasz,co ty z tego masz?



Gdy skończył wszyscy bili głośne brawa.Następnie ja zaczęłam.Moim zdaniem piosenka poszła mi nieźle.Znałam słowa.Mimo tego i tak i tak przegrałam.Po co to robiłam?I tak i tak cokolwiek zrobię to jestem najgorsza.Niech poznają moje oblicze i mnie zostawią jak śmiecia.Nie zależy mi.

-Całe życie przegrywasz.Czemu się jeszcze nie zabiłaś?-Krzyknął na mnie



-Czekam aż ktoś mnie wyręczy.





                                     ***********************************

Zgadnijcie co się stało?Dostałam się,nie o to mi chodziło.Szkoda.No to będę kontynuować szmacenie się.

Pierwsze zajęcia.Lekcja śpiewu z Angie.Tradycyjne przywitanie się i pierwsze ćwiczenia.Pod koniec lekcji jednak Angie zleciła nam zadanie.

-Mam tu woreczek i karteczki,jeszcze nie zapisane.Naty,proszę cię,wypisz wszystkie imiona dziewcząt i chłopaków z tej grupy.

-Dobrze.-Odebrała woreczek brunetka i zajęła się wypisywaniem.

Po skończeniu oddała go nauczycielce.

-A więc teraz los zadecyduje z kim zaśpiewacie dowolny typ piosenki i o dowolnym temacie za tydzień na ocenę.

Nauczyciela zaczęła przydzielać nas w pary.Fran z Camilą ,Andres z Broadwayem,Violetta z Leonem,Diego z Marco,Maxi z Diego,Fran z Diego i ja…i ja z …

-...Federico!To tyle!Możecie już się zabierać na przerwę!

Koszmar.Spojrzałam na niego.Mina ni jaka.Zwykła.Może nie słyszał.A może i lepiej?

Lecz chyba jednak słyszał…Podszedł zwyczajnie do mnie i się zapytał krótko.

-Co i gdzie śpiewamy?

On mówi serio?

-Co chcesz.

-Choć do Resto Baru,coś wykombinujemy.

-Dobra.

I tak sobie poszliśmy.Lecz ja po drugiej stornie ulicy.



-Mówiłam już że jest przystojny?



Niespodziewane,możesz nienawidzić a jednocześnie lubić czy kochać.Mam 17 lat i dopiero teraz to odkryłam…Ajaj.

Gdy doszliśmy usiedliśmy tym razem przy jednym stoliku.Po chwili podeszła do nas ruda kelnerka.

-Coś podać?

-Yyy nic.-Odskoczył niemal chłopak gdy zobaczył jej kolor włosów.

-Sok.Sok pomarańczowy.-Powiedziałam zanim odeszła,

-Dobrze.

Chłopak po chwili zamyślenia,zapytał:

-Masz już coś?

-Mam dużo piosenek,ale nie wiem jaką wolisz tematykę.

-A…masz je zapisane?

-Pewnie.-Podałam wyjęty z torby zeszyt.

Chłopak zajął się za szukanie propozycji.Po paru minutach za proponował:

-Ti credo?

-Hsah.Pogięło-Zaśmiałam się pod nosem.

-Czemu?Jest ładna?

-Ale nie pasuje do naszego duetu,zajrzyj na strony 80-89 tam jest sama nienawiść!-Powiedziałam niemal aktorsko.

Brunet dziwnie na mnie spojrzał a potem zniknął za okładką zeszytu.

-Nie,nie pasuje mi.Oj nie przesadzaj,chcę tylko to zdać.

-Dobra.Choć do studia.Musimy to przećwiczyć.

-Nie chce mi się,wpadaj do mnie.

I co jeszcze?Na co ja się jeszcze zgodzę?

Nie mogę uwierzyć.On mieszka w domu Violetty Castillo.Nienawidzę tej małpy,Szybko przemknęliśmy do pokoju.I zaczęliśmy ćwiczyć.Ja tylko siedziałam na fotelu wpatrzona w dywan i śpiewałam.Ciekawa próba.



-Nieprawdaż?



-Ej,śpiewasz czy gapisz się w dywan.

-Gdybyśmy wybrali piosenkę ze strony 80-89 skakałabym zapewne z nożem,więc?Co wolisz?

-Hm…-Zastanowił się chwilę…-Może,chcesz odpocząć?

-Wiesz,relaks w moim słowniku na pewno nie łączy się z twoim imieniem.



-W moim słowniku…



Federicowi już wyraźnie pękały ostatnie sznurki spokoju,

-Wiesz…w sumie.No ok.,jak mam zaśpiewać tą piosenkę?

-Normalnie.Wstań.I śpiewaj,i trochę bardziej z uczuciem.

-Ja śpiewam z uczuciem,nawet nie wiesz jak bardzo pokochałam twój dywan.

Po chwili ciszy jednak wstałam.Trochę szkoda zachowywać się jak głupia szmata.

Zaczęliśmy śpiewać od nowa.

-Tym razem o wiele lepiej.

-Super.Zbieram się.Nara-Zadowolona szybko udałam się w stronę drzwi,

-Nie !Czekaj,zgoda?-Wystawił rękę pokoju.

-Zgoda.-Uścisnęliśmy sobie dłonie.



-Może nie jest taki zły?



                                                ********************************



-Dobrze że ty taka…-Dziękuję ,rodzice.



Dzisiaj dzień w którym razem z Federico mam zaśpiewać na ocenę.

Zaśpiewaliśmy.

Dostaliśmy ocenę,a potem wszystko wróciło do normy.

Dopiero za 3 lata,pod sam koniec roku wydarzyło się coś niezwykłego.

Może nawet wam to opiszę:

Był miesiąc do końca roku szkolnego,już naszego ostatniego.Antonio zwołał nas na zebranie.

-Słuchajcie,słuchajcie!-Zaczął niczym ksiądz w kościele.-Jak co roku wystawiamy pod koniec czerwca przedstawienie!Tym razem będzie to wyjątkowe przedstawienie!

-Znaczy?-Zapytała się Castillo.

-Za chwilę się dowiecie…-Zaczął opowiadać.

Nie słuchałam,i tak i tak to mnie nigdy nie dotyczy i ktoś mnie zastępuje.Po spotkaniu udałam się do szafki.Nagle poczułam czyjąś dłoń na swoim ramieniu.

-Aa!-Krzyknęłam wystraszona.

-Spokojnie,jak tam,cieszysz się ze swojej roli?

-Lata mi koło…no.Nawet nie słuchałam.

-No to będę musiał się całować z kim innym.

-Przepraszam,co?-Zamurowało mnie.

-No to słuchaj-Zaczął mi opowiadać-najpierw mamy śpiewać razem piosenkę”….”a pod koniec mamy się pocałować.

-Co?A,w sumie to dobrze że znowu nie występuje.

-Serio nie chcesz chociaż zobaczyć jak to jest?

-Nie.To ty.To ty wyraźnie mi pokazałeś gdzie moje miejsce.-Wymsknęło mi się z kropelkami łez.

-Ja?Co ja ci zrobiłem?-Zaczął się udawać za mną w stronę drzwi,a następnie mojego domu.

-Całe życie.Od kiedy cię poznałam nie dawałeś mi spokoju.

-Ale to twoje przeznaczenie.

-Ccc…co ty sobie ubzdurałeś?Jakie przeznaczenie?

-No tak,wiesz ludzie nie bez powodu cię nie lubili.

-Dalej nie lubią.Czemu ja tak wgl z tobą rozmawiam?

-Ja ci tylko próbuje wytłumaczyć że mimo tego wszystkiego przywiązałem się po tych latach do ciebie.-Niemal krzyknął łapiąc mnie za rękę,

-Puść!Nigdy nie byłeś na moim miejscu!Jestem nikim!Powinnam umrzeć!Sam tak mówiłeś!

-Bo byłaś inna!

-To coś złego?Puść,boli!-Zaczęłam coraz bardziej krzyczeć i się wyrywać.



-Jeden dzień,za te wszystkie.



-Ludmiła!

-Pewnie mnie teraz chcesz skrzywdzić zaprowadzając do lasu czy coś ,lub skopać jak zwykłą szmatę!Nie uda ci się!-Zaczęłam się szarpać niczym chory człowiek.

Nic to nie dało.Złapał mnie za talię i przyciągnął do siebie.

-Spokojnie…



-Czy odnalazłam…?



-Zostaw!Zostaw!-Rozpłakałam się niczym małe dziecko.

Te wszystkie lata,a teraz to.Nie mogłam wytrzymać.Po prostu.

-Spokojnie..-Ciągle to powtarzał.

To tylko trochę pomogło…znaczy…dużo.Tym bardziej gdy zaczął mi całować czoło niczym matka.Zaprowadził mnie do dużego parku,i usiedliśmy na trawie.



-A łzy dalej leciały…





-Ludmiła…Już lepiej.

-Dużo..lepiej.

-Proszę,wystąp na koniec roku.

-Nie chcę oglądać twojej i ich twarzy.

-Ja też bym to powiedział.Ale uświadomiłem sobie że do każdego się przywiązałem,mówiłem już to.

-Ja za to nie.W dodatku nie chcę cię całować.

-Hsah.Przyznaj się.Nigdy się nie całowałaś!

-Może…-Zawstydziłam się,jako jedyna jeszcze się nie całowałam i nie wylądowałam z jakimś facetem w łóżku jak moje rówieśniczki.-I tak i tak zostanę zakonnicą.

-Czemu?

-Przeznaczenie,jak to rzekłeś.

Nastąpiła chwila ciszy.Ale on ją przerwał.

-Gdzie idziesz po studiu?

-Wyraźnie nie powiedziałam?Do zakonu.

-Żadnych studi?

-Po co?-Wybuchłam cichym śmiechem.

-Nie umiem do ciebie przemówić…

-Wiesz,na liście pożegnalnym na pewno napisze twoje imię.

-Wyjeżdżasz?

-Nie,ale kiedyś wyjadę,do nieba lub piekła.Jak już oczywiście całkiem się wyszmacę.

Znowu ta cisza…

-Zbieram się…dzięki za wprowadzenie w katastroficzny stan i pożyczenie ramienia.

Chłopak spojrzał na mokre od tuszu i łez ramię koszuli.

-Spoko.

Wróciłam do domu.I po prostu.Żyłam..jeszcze.



                                     ******************************************
Kolejny dzień.Dzisiaj Antonio rozdaje scenariusze.O dziwo wzięłam go i przeczytałam.Jejku,sama już nie wiem czy wystąpić.Znaczy…wystąpić mogę ale pocałunek ….Antonio powiedział że może być udawany.Ale jak ja go na serio pocałuje?Złamię swoją
zasadę aby nigdy nie dotknąć męskich ust…Po szkole poszłam do Resto.Nagle dosiadł się do mnie brunet.

-To się całujemy czy dalej masz te same zdanie.

-To będzie udawany pocałunek.Nie złamię swej zasady.

-Jak chcesz.Wyjeżdżasz gdzieś na wakacje?

-Zostaje w domu,dotrzymam towarzystwa poduszce.

-Hm…Ty chyba lubisz tak naprawdę te meble!-Powiedział niczym odkrył Amerykę.

-Tsha.-Burknęłam.

-No nie gadaj że nie pamiętasz swojej miłości do mojego dywanu!

-Ja nigdy nie byłam zakochana,i nie będę.

-Oł.

Jęknął.Nie wiem o co mu chodziło.

-Wiesz…ja wyjeżdżam do Włoch.

-To wyjeżdżaj,co mnie to?

-Jaka miła…Jesteśmy dorośli,przestań udawać.

-Hm.Przepraszam,co?

-Nie jesteś taka.Przyznaj że nie jestem tobie obojętny bo byś ze mną nie gadała.

-Hsah!Jasne!

-No to …kim ci jestem.

-Wrogiem,małpą,debilem i wszystkim złym innym.

-Hm.
-Dobra,cześć.

                                  ************************************************



-Nie.



Dzisiaj dzień przedstawienia,wszyscy są już ubrani.nawet zaczęli już przedstawić.Niedługo my…Usiadłam na ławce i wypiłam 6 tabletek uspakajających.

-Nie za dużo?-Zwrócił mi uwagę Federico.

-Nie,patrz wezmę kolejne tyle.-Już zaczęłam wyjmować,ale prze szkodził mi chłopak.

-Nie!Proszę!Nie chce śpiewać z trupem!

-A ja z tobą.Widzisz dogadamy się.-Wzięłam zamach aby wziąć tabletki.

-Nie!-Znowu mi prze szkodził

-Odłóż…Spokojnie…Oddychaj.-Usiadł obok mnie i przytulił moje ciało.

-Nie mogę…Zostaw mnie…

-Spokojnie…

-Nie rób z siebie matki.Ja jej nie potrzebuję.

-Ludmiła i Federico!Zaraz wchodzicie!-Krzyknął jakiś facet,

Natychmiast wstałam i się ogarnęłam.



-Bo…



Weszliśmy na scenę,Zaczęliśmy śpiewać.Nagle ten moment…Trzy …dwa…Jeden…I…Po mojej obietnicy.



-Kolejna złamana…



On mnie po prostu pocałował.A ja się mu dałam.Nigdy sobie tego nie wybaczę.Po naszej scenie wybiegłam aby szybko się przebrać i zapomnieć.Natychmiast wybiegłam z budynku teatru.

-Ludmiła!-Usłyszałam.

-Czego?Złamałeś moją zasadę.

-To ty ją złamałaś…w Sumie nie ważne.

-I?

-Daj mi szansę…

-Znaczy…jaką…-Ustałam.-Czego ty oczekujesz…?

-Że może…spróbujemy trochę…

-Być razem?

-Dokładnie,co ty na to?

-Nie żartuj sobie.Skończył się rok szkolny,jestem dorosła.Zostaw mnie.



-Jesteśmy dorośli…



-Właśnie…mamy już po 19 lat.Czas zacząć układać sobie życie.

-Wiesz…Tak naprawdę…Zawsze za tobą szalałam.Podobał mi się pocałunek.Ale ja nigdy nie zapomnę tego co było…Nigdy.

-Podobam ci się!Ludmiła,złam swe zasady.-Złapał mnie za ramię.

Nie wytrzymałam…Pocałowałam go.I to tak …namiętnie.Potem powiedziałam.

-Moje przeznaczenie jest inne.-I odeszłam.

Teraz pytanie…Co ja zamierzam zrobić…?



Oto moje życie za czasów szkolnych.Potem wstąpiłam do zakonu,tylko na 3 miesiące.Zrozumiałam że to nie dla mnie.Nie jestem aż tak wierna.Pozostało mi wtedy tylko do końca życia zostać w pokoju i płakać w poduszkę.Czasami wychodziła,t do sklepu,to gdzieś tam.

W grudniu,jeszcze tego samego roku znowu go spotkałam,tym razem jako studenta.Nie uwierzycie w sklepie…Co się stało wtedy i dalej?Posłuchajcie.



-List jest odemnie…Treść nie do końca



Poszłam do sklepu.Po prostu.Nie spodziewałam się że kiedykolwiek jeszcze go spotkam.

-Ludmiła.

Odwróciłam się.

-Ja,o co chodzi proszę pana?-Udawałam że go nie pamiętam.

-Nie wierze…Nie jesteś teraz w kościele!Wiedziałem że to nie dla ciebie.

Wiesz…ja też wiedziałam.

-O co panu chodzi?dowidzenia-Odeszłam.

Lecz poczułam rękę na mym ramieniu.

-Ludmiła..-Przytulił mnie…-Brakowało mi cię…

-Mi cię też…-Pękłam.-Jak tam studia?

-Olałem…

-Dlaczego?

-Nie wiem…czułem się tam źle…

-Wiesz…

-Wiem…-Spojrzał w moje oczy,

Szybko odwróciłam wzrok.

-Czułeś to samo…

-Myślę że to jednak dla ciebie dowód że każdy może tak mieć.

-Nie,ja wiem,ja wiem o tym.Ale nie dam rady zapomnieć o tym wszystkim.

-Ale…Może wpadniesz do mnie na wigilię?

-Dzięki,może skorzystam.

Udałam się w stronę napoi.

-Ludmiła…

-Tak,ja?

-Nie chcę aby tak było.

-To takie proste.Kocham cię,ale dalej pamiętam.

-Kochasz mnie?

-Kocham.Mogłabym cię całować ciągle.Chciałabym abyś przy mnie był 24 H na dobę.Ale ciągle sobie przypominam,

-Daj mi szansę.

-Wiesz dokładnie że nie zmienię zdania.

-Cz..czy jest jakiś sposób.

-Miłość…Po prostu.

Wzięłam zakupy i udałam się do kasy.

-To wszystko?-Zapytała się kasjerka.

-Tak.

Wydała mi resztę i zaczęłam pakować zakupy.

-Co dla pana.

-Po proszę,ten szampan.

-Dobrze,proszę.

Potem Federico wyszedł za mną ze sklepu.

-Po co ci szampan?

-To moja sprawa.

-Powiedz…

-Nie…

-Dobra.

Zaczęłam się udawać w stronę samochodu.

-Skoro już za tobą łażę,to może mnie podwieziesz?

-Dobra,gdzie?To po drodze.

-Wprost całkowicie.

-Ok.

Wsiedliśmy do samochodu,100 metrów przed domem moich rodziców zapytałam:

-A ty?Nie powinieneś już wysiąść?

-Wiesz,przegapiłem coś,Może wpadnę do Ciebie.

-Dobra…

Dojechaliśmy.Wzięłam lekkie zakupy i udałam się z Federico do jak zwykle pustego domu.

-No to..Kawę,herbatę?

-Nie trzeba ,mam szampana.-Powiedział niczym dzielny Zuch.

-Wow.-Zatkało mnie.

-Napijesz się?

-Nie,dzięki.

-Nie gadaj że tego też jeszcze nie robiłaś.

-I nie zamierzam.

-Spróbuj.

-Teraz?Hsah.Najpierw to otwórz.Postawiłam na blat kuchenny kieliszki.

-Hm,jednak się skusiłaś,ale poczekasz.Szampana nigdy się nie otwiera byle kiedy.

Poczekaliśmy tak do północy,opowiadając co u nas i wgl.Potem Federico otworzył szampana.Poleciała z niego niezła piana!

-Za nas!

-Jasne.-Burknęłam i wzięłam kieliszek do dłoni.

Zanim się skapnęliśmy,wypiliśmy już całego.Moja genialna pijana osoba towarzysząca,już dość pijana-wpadła na pomysł aby się wykąpać w szampanie moich rodziców…Oni chyba mnie zabiją.Federico wziął kilka szampanów i wlał je do wanny dolewając trochę wody.Wskoczyliśmy jak do basenu,ja w staniku i majtkach,a on w bokserkach.Popluskaliśmy się trochę popijając jeszcze trunek.Potem posypały się pocałunki i wylądowaliśmy w łóżku.No to pięknie.

Obudziłam się w jego ramionach.Przecież ja go nienawidzę…ale i kocham.Leżałam i przytulałam się do niego,jeszcze śpiącego.Gdy się obudził szybko się oderwałam.

-Spokojnie…-Powiedział zaspanym głosem-Wszystko pamiętam.-Złapał mnie za talię.

-Nie mogę…Nie mogę tego pojąć…

-Przebaczyłaś mi?

Nie odpowiedziałam na to.Nie chciałam go urazić.Wstałam zakrywając się blisko leżącym szlafrokiem.Weszłam do łazienki i chciałam się umyć ale…No tak szampan się kisi w wannie.No to pięknie!

-Co się dzieje?-Wszedł zaspany do łazienki.-oo szampan,ile tu leży butelek…-zaczął liczyć.

Byłam szybsza.

-Piętnaście.Federico.Piętnaście zmarnowanych butelek na kąpiel.Na…na kąpiel.

-Aj tam,po prostu to spóść…

JEJU,że też ja na to wcześniej nie wpadłam…Idiota.Może jeszcze myślał że wleje to do butelek i podrzucę rodzicom?

Po skończeniu wylewania cieczy z wanny,wpuściłam tam wodę i zanurzyłam się.Dużo myślałam.Na przykład o tym czy my teraz jesteśmy razem?Czy ja mu mogę wybaczyć te całe lata płaczu i nie szczęścia.Zawsze byłam poniżana,ale teraz jestem już dorosła.Może nie powinnam myśleć o przeszłości?Mimo tego,czuję że szykuje się coś złego.Po prostu złego.Po całej tej kąpieli po prostu się ubrałam i umalowałam.Federico już nie było w sypialni,pewnie poszedł sprzątać po wczoraj,bo sypialnia była już czysta.Zeszłam na dół do salonu,Federico tam sprzątał całe jedzenie,rozwalone płyty DVD i inne.

-Zostaw,ja sprzątnę.

-Dzięki,idę się umyć.

Przeszedł obok mnie aby udać się na schody.Dalej unosił się od niego zapach szampana.Powąchałam z ciekawości swoją rękę ; ona pachniała lawendą.

Zabrałam się za sprzątanie.Się zdaje że dwojga ludzi,a wygląda to jakbym zaprosiła całe miasto.



-Czasami po prostu żyję…



Po salonie przeszłam jeszcze do holu i kuchni.Mam też 5 godzin aby uzupełnić baryk rodziców w alkohol i szampan.Będzie trochę trudno,bo nie ukrywam mam kaca.

                ****************************************
Ta da.Przepraszam za błędy,nie ogarniam przecinków.Tak wgl to niedługo pojawią się nowe postacie.

czwartek, 3 lipca 2014

List pożegnalny #1



                                                 List Pożegnalny

Kochani rodzice,zrobiłam to aby wam pokazać że nie kłamałam.Zależało mi.Naprawdę.Pewnie teraz powiecie że Wy mnie nie rozumieliście.Jeżeli chcecie – ok,nie napiszę tak.W sumie to i tak i tak tego nie zrozumiecie…Mimo błagania,wy i tak i tak myśleliście że To tylko chwilowe,pewnie i tak i tak nie dotrzymasz słowa.Miałam odwagę i wam pokazałam,a wy ?Wy nigdy jej nie mieliście,Tak będzie łatwiej.Na prawdę tego nie widzieliście?Chciałam być szczęśliwa, a wy byliście przekonani że jeszcze się uśmiechnę.Odpowiedź?Taka : A czy w przeciągu 7 lat widzieliście abym była szczęśliwa?.

Może myśleliście że łzy to szczęście? No,Patrzcie jakim jestem szczęśliwym człowiekiem!Nawet sama o tym nie wiedziałam…Szczęście kosztuje,w moim przypadku kosztowało zaufaniem i paroma innymi rzeczami…Ale czy wy mi kiedykolwiek zaufaliście?Może to też inaczej rozumiecie?

Bardzo was proszę abyście mi zaufali,zrobiłam to bo wiedziałam że już zawsze będę smutna.Jak każdy wole mniejszą porcję smutku niż tą dużą.Teraz tylko zrozumcie lub dawajcie wywiady do gazet : Ja nie wiem dlaczego ona to zrobiła!.



Cześć.



                                                            *****************************



Podobno,chyba, może, nie wiadomo, zdaje się, ponoć, rzekomo – A ty,którego z tych słów użyjesz?



Co innego mówić że jest się nieszczęśliwym jak się ma przyjaciół,rodzinę i pieniądze,a co innego mówić tak gdy się tych rzeczy nie ma.teraz się zdziwicie : Wiecie że jest pewna osoba na świecie która nie może zdobyć przyjaciół?!.O Mój Boże To jest nie możliwe!Jest możliwe,ale jeżeli ktoś ma taką samą sytuacje jak ta którą ja wam teraz ją opowiem.



wyśmiewać się,drwić, dworować sobie, kpić, nabijać się, naigrawać się, naśmiewać się, natrząsać się, ośmieszać, stroić żarty, szydzić, wyśmiewać, wyśmiewać się, żartować sobie, śmiać się-Ty też nie wiedziałeś że to wszystko to,to samo?



Sytuacja – zapamiętajcie podczas czytania tego to słowo do końca.Te słowo tutaj króluje.Ale do rzeczy,jak to się zaczęło?



-Co z tego że się nie uśmiechasz…Nie zasługujesz…

-A więc co to jest cenność ludzka?



Otóż nie zaczęło się…Ani nie skończyło.Next.Kim jestem?Jestem Ludmiła Ferro i czuję – Za to wy nie czujecie mnie,mojego imienia.Znacie je,lecz nawet się nie przyznajecie?



-Znasz Ludmiłe?

-Tą sukę?

-No.

-Nie,nie znam.



Teraz zadam wam pytanie : Co macie do ludzi z czarną skórą?Przecież sami siedzicie w solarium aby się opalić i być brązowym.Co macie do rudych?Mówicie że są fałszywi dlatego że usłyszeliście o tym w Internecie czy sami tego doświadczyliście?Otóż każdy człowiek może być fałszywy.Co macie do grubych?Gdyby wasza babcia wiedziała że warzysz 40 kg też wzięła by garnek i ciasto a potem by was utuczyła pierogami.



Nie chcę was słuchać,po prostu się zamknijcie.-So easy



Wyobraźcie sobie że jestem murzynką i nie dość że rudą to jeszcze i grubą.I?And?And?No co jeszcze ty mój słoneczku?



-Mówisz że jestem bezwartościowa i bezcenna?Ty mnie gnębisz-a ja ci dodaje odwagi.Na prawdę nic dla ciebie nie robię?



Nie kocham,bo nie kochałam-Powiadałam.Nie lubiłam bo nie lubiłam.-Tłumaczyłam.Ale i tak i tak znalazłam Cię.Rozszerzyłeś najpierw słowo Lubię Cię ,a potem Kocham Cię pokazując mi je.



-Sorry.

-Nie ważne.



Lecz pokazałeś mi też słowo Cierpieć i Nienawidzić.



-Say something.-Czy to tylko ładna piosenka?



Kogo wina?Nikogo,raczej czego.Nie my,nie oni – nasze uczucie,to co robimy i myślimy.



-Przepraszam.



Każdy obiecywał,ja,ty,oni.Lecz nikt nie dotrzymał.Dlaczego?Nie miał obowiązku.Gdy przysięgasz,to na co?Co tak wgl znaczy te słowo,rozwiń mi je.



-Przepraszam.



Jak się poznaliśmy?Nigdzie,podobno już się znaliśmy-pewnie dlatego od razu mnie oceniłeś.Potem pokochałeś…ale się wstydziłeś.Kochałeś ale tak żeby nikt nie widział.Bo komuś stała by się krzywda?Dlatego że on ma takie zdanie a ty inne?Ała,oł,boli,piecze.



-Przepraszam



Nic się nie łączy w całość.-Prawda?Ale zaczekaj,dowiesz się słowa o słowie.



-Chcesz abym się cieszyła z niczego.



Cisza-zawsze to kochałam,ty ją zmieniłeś.Wrzuciłeś we mnie bębny,pianino i skrzypce.

Bębnami pokazywałeś mi jak mocno.Pianinem jak bardzo.A skrzypcami jak ważnie.Lecz nie byłeś dobrym muzykiem.Wcale nie mocno,bardzo ani ważnie!Po prostu.Bo tak.Pamiętam te kilkanaście lat nauki w przedszkolu,podstawówce itd. Gdy byłam dla ciebie szmatą do wycierania.Potem zobaczyłeś że mamy wspólny język.Studio On Beat – To one nas połączyło.Jak to zobaczyłeś?Przypomnijmy sobie.



-Wiem że może,wiem też że musi.



Tego dnia po prostu wyszłam i pomyślałam „O ku*wa,znowu muszę przechodzić przez te miasto”.Jak zwykle.Gdy już doszłam do Studia aby się zapisać nie stresowałam się – bardziej się bałam że np.Dostane po mordzie.Lecz trochę się zawiodłam.Nikt nic nie zrobił.Tylko Federico.Gdy go zobaczyłam wypełniającego formularz zgłoszeniowy do studia pomyślałam sobie co ten dupek tu robi?Ominęłam go duuuuużym krokiem i usiadłam pare ławek dalej aby w spokoju wypełnić formularz.Nie minęło dużo czasu zanim usłyszałam znajomy głos.

-A ty tu czego?-Zapytał się brunet.

A czy to ja nie przypadkiem powinnam zadać te pytanie?

-Niczego.Spierdalaj.

-Ooo jaka nerwowa,już widzę gdy grasz na gitarze!

-Sądzisz że nie umiem?

-Nie jestem głupi aby cię o to pytać,po prostu wiem.

-To może się przekonamy czy jesteś taki mądry.-Wstałam z ławki i zatupałam swoją małą nóżką.

-Uwaga,uwaga!Ten kto chce zobaczyć jak wygrywam w pojedynku z tą szmatą niech idzie do tamtej Sali!



-Jak śmiał?

-Śmiał się po nie miał powodu,ale go otrzymał.



Całe stado przyszłych i nie uczniów wbiegło do wskazanej Sali.

-Los mnie wspiera.-Uśmiechnął się szyderczo.



-Los nie wygrana.



Gdy weszłam do Sali wszyscy już krzyczeli Federico!Federico!Federico!.Wzięłam do ręku dwie gitary-zwykłą i elektroniczną.

-Którą wolisz?

-Co powiesz na dwie rundy?

-Zgoda.

Najpierw była runda na gitary klasyczne,on zaczął.Wszyscy krzyczeli z zachwytu.

-A teraz Ludmiła!-Powiedział.

Wtedy wszyscy ucichli,tylko pojawiły się szepty.Zaczęłam grać jakąś wymyślaną muzykę.Skończyłam.

-Szmata!

-Blondynka!Idź się schować!

Usłyszałam że chłopak śmieje się pod nosem.

-Traktuj to jak szukanie pracy – Musisz mieć zdolności,ale nie tylko.Ważne są też znajomości.-Następnie chłopak wstał i udał się do wyjścia,za to wszyscy inni rzucili się na mnie,traktują mnie jak szmatę,kopiąc,wyciskać i wszystko inne.



-Czemu to tak boli?



Wtedy już wiedziałam-nie warto.Lecz było za późno,zgłoszenia już zebrane,teraz tylko czekać na przesłuchania i wyniki.Muszę się pojawić bo mnie wyśmieją.

                                         *****************************************************
Hej.Mam coś wam do przekazania: Tutaj opisuję też trochę wydarzenia ze swojego życia.Przepraszam za błędy i wulgaryzm.Jeżeli to przeczytałeś chciałabym abyś zostawił komentarz :) To tyle.

Pozdrawiam.
~R.